Rekreator

Zwiastun:

Opis:

Power Metal Warrior

Każdy z nas ma wady, każdy z nas chciałby być lepszy, chodzącym ideałem, który sprosta wymaganiom rodziców, czy swojego życiowego partnera. Jest trudne się zmienić, ale gdyby istniała możliwość udoskonalenia człowieka, danej jednostki. Gdyby szło stworzyć lepszą wersję nas samych? Czy istniałoby zagrożenie dla nas samych? Ciekawy pomysł na film to fakt, choć nie pierwszy raz spotykamy się z klonowaniem ludzi. Wystarczy przytoczyć choćby „6ty dzień" czy „Replikant", ale „Rekreator" mimo swoich wad to bardzo ciekawe i wciągające kino klasy b.

 

Film można śmiało zaliczyć do kategorii thriller, choć początkowo można rozpatrywać nawet jako horror. Zwłaszcza na początku można poczuć dreszczyk emocji. „Rekreator" to film który od początku ukazuje, że został zrobiony za małe pieniądze, bez udziału dobrych aktorów, ale za to nadrabia ciekawą historią. Trójka przyjaciół postanowi urządzić sobie kemping na wyspie. Paskudna pogoda zmusza ich do szukania schronienia. Tak trafiają do domu, który jest opustoszały. Koszmar zaczyna się kiedy rano przyjeżdżają właściciele. Mają oni pomóc im w zakopaniu dwóch worków, w których są ich własne kopie. Z czasem dowiadujemy się że wcześniej w tym domu mieszkał naukowiec, który zajmował się klonowaniem ludzi i ulepszenie ich cech. Akcja nabiera tempa, kiedy Tracy, Craig, Derek napotykają swoich klonów. Są mądrzejsi, pewniejsi siebie i bardziej pomysłowi niż oryginały. Jednak nie mają zamiaru dzielić życia z oryginalnymi wersjami. Chcą je zlikwidować i zastąpić. Fabuła niczym z lat 80/90 i choć jest prosta ma swój urok. Nawet zakończenie można rozpatrywać na różne sposoby, bo jest gdzieś w tym wszystkim cień wątpliwości. Ciężko dzisiaj o takie filmy, gdzie końcówka pozostaje jeszcze w pamięci. Aktorstwo tutaj nieco kuleje, ale taki Alexander Nifong świetnie zagrał postać nieśmiałego i spokojnego Craiga i pewnego siebie klona. Udało mu się ukazać te różnicy i to już nie mały sukces. Czasami jest nieład, ale fabuła wciąga i ratuje film od klęski. Dzięki filmowi można się przekonać, że ciężko być ideałem, że czasami warto jest docenić to co posiadamy, to kim jesteśmy, bo w końcu dzięki temu każdy z nas jest oryginalny i nie powtarzalny. Jest to też jeden z pierwszych filmów Gregorrego Orr, który ma na swoim koncie 4 filmy, ale „Rekreator" to póki co najciekawszy z nich.

 

Co przekonało mnie do sięgnięcia po ten film? Bez wątpienia okładka. Gdy tak patrzę na nią, to przypomina mi się era VHS. Klimat lat 80, a może nawet 70. Jest niepewność, ciekawość i intrygujący opis, który również zachęca do sięgnięcia po film. Nie ma tutaj znanych aktorów, nie ma budżetu, a reżyser to właściwie amator, ale jest ciekawa historia, która napędza film i czyni go jednym z takich ciekawszych jakie się ostatnio widziało. Bo jedne albo są przesadzone komercję, a inne znów mają głupią do bólu fabułę. Tutaj „Reakreator" wyróżnia się na tle innych dzieł, choć sam do perfekcji nie należy. Warto sobie zadać pytanie czy jest się widzem, który podąża ślepo za tłumem i wybiera film wybrany przez innych, czy jest się widzem, który szuka czegoś pomysłowego i godnego uwagi, czegoś co sprawi, że o filmie będzie się pamiętać po seansie. Tak jak nie przepadam za filmami z młodzieżą w roli głównej tak „Reakreator" podobał mi się.

 
Oceń ten artykuł
(1 głos)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Rekreator

Dodatkowe informacje:

Współpracujemy z: