Grand Budapest Hotel

Zwiastun:

Opis:

Emil Śmistek

Wyobraźmy sobie, że film to potrawa, a reżyser to kucharz. Idziemy do kina i patrzymy w menu. Spoglądamy, zastanawiamy się, ale tych potraw jest mnóstwo, tak samo jak kucharzy. Czasem chcemy zjeść coś lekkostrawnego o jednoznacznym smaku i wybieramy amerykańskiego fast fooda, czasem mamy ochotę na danie, które zaskoczy feerią smaków, a czasem na egzotyczne danie z dalekiego wschodu. Jednak czasem idziemy do takiej restauracji na potrawę, na którą czekaliśmy bardzo długo.

 

Dlatego są pewni mistrzowie filmowej kuchni dla których idę do kina w ciemno. David Fincher, Christopher Nolan, Quentin Tarantino czy Martin Scorsese to nazwiska, dla których warto wydać każde pieniądze na seans, bo masz pewność, że na filmie będziesz bawić się jak prosie. Po prostu, masz stuprocentową pewność, że film został porządnie nakręcony, dopieszczony do granic możliwości, a scenariusz i aktorstwo spowoduje szczękopad.

 

Lecz pewnego zimowego wieczoru, tak całkowicie przypadkiem obejrzałem "Kochanków z księżyca" Wesa Andersona i zostałem oczarowany. Nie znałem tego autora, specjalnie o nim nie słyszałem. Aczkolwiek magia kina została zaklęta w obrazie, pełna symboliki i emocji których na próżno było doszukać się gdzieś indziej. Historia o dwójce nastolatków pragnących przeżyć miłość, to historia która mną zawładnęła. W charakterystyczny sposób kadrowania, prowadzenia narracji i przedstawienia historii, reżyserowi udało się zachować balans miedzy obrazem, dźwiękiem oraz fabułą.

 

Dlatego na najnowszy film p. Andersona czekałem jak na szpilkach, spodziewając się dobrego kina na najwyższym poziomie. I jak to wyszło?

 

Film Andersona jest absolutny, jest w nim wszystko czego można oczekiwać siedząc w kinowym fotelu. Każdy element obrazu jest idealnie dopasowany, ma swoje miejsce i nie ma żadnego zbędnego kadru. Jest to jeden z nielicznych filmów, gdzie jest zachowana pewna symetria, porządek przedstawionej historii względem scenografii. Nawet kolorystyka w filmie ma swoje znaczenie.

 

Reżyser opowiada nam pewną historię schyłku epoki wykwintności, subtelności oraz nienachlanego przepychu lat 30. Mimo fikcyjnego miejsca jakim jest małe państewko Zubrowka, świetnie domyślamy się gdzie mógłby znajdować się owy hotel gdyby istniał naprawdę. To jest jeden z przykładów ironicznego puszczenia oczka do widza i subtelnego humoru.

 

Głównym bohaterem jest konsjerż hotelu Gustave H., którego maniery oraz wykwintność to kwintesencja tamtych lat. Na dodatek zamiłowanie do silnych perfum oraz kobiet w podeszłym wieku, to jego znak rozpoznawczy. Jednakże pewnego dnia, pod swoje skrzydła otrzymuje podwładnego imieniem Zero, któremu musi przekazać całą swoją wiedzę, na temat prowadzenia hotelu. Jakby tego było mało, jedna z jego klientek umiera i cały jej spadek zostaje przepisany Gustavowi, co się nie podoba całej jej rodzinie.

 

Nie będę zdradzał więcej ponieważ cała fabuła jest wielowątkowa i jakiekolwiek zdradzanie jej spowodowałoby utratę uroku odkrywania. Najbardziej widoczny to wątek kryminalny, który jest silnie osadzony od samego początku i lawiruje między romansem, suspensem, kinem psychologicznym, a nawet sensacją. Taką potrawę mógł zrobić tylko wybitny kucharz, w rękach innego dostalibyśmy ciężkostrawny gulasz.

 

A teraz kilka słów o głównych składnikach tego dania czyli aktorstwie. Jest to jeden z najbardziej niesamowitych ról Ralpha Fiennesa (wiecie, że ten aktor grał Lorda Voldermorta? ) który jako Gustave, jest wzorcem dla przyszłych hotelarzy, jak należy dbać o hotel. Bezwzględny dla podwładnych i czarujący dla gości. Również nie możemy zapomnieć o jego uczniu czyli o odtwórcy roli Zero, Tonym Revolori. Ten młody, zaledwie 17 letni aktor ma w tej chwili otwarte drzwi do wielkiego aktorskiego świata. I oczywiście cała gama znanych aktorów od Willema Dafoe przez Edwarda Nortona, aż do Tildy Swinton. Oczywiście, miedzy czasie przewijają się bardziej znane nazwiska, lecz nawet ich epizodyczne role zapadają na długo w pamięci.

 

Podsumowując, Wes Anderson stworzył genialny ironiczno nostalgiczny obraz, który huśta naszymi emocjami jak statkiem podczas sztormu. Radość miesza się ze smutkiem, złość z ulgą. Film w pewnym momencie trzyma w napięciu i nie puszcza przez dłuższy czas. Kino totalne.

 

grand-budapest-hotel-2

 

grand-budapest-hotel-3

 

grand-budapest-hotel-4

 
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Grand Budapest Hotel

Dodatkowe informacje:

Współpracujemy z: