Django

Zwiastun:

Opis:

Moody

Dokładnie 18 stycznia minął rok od polskiej premiery ,,Django Unchained'' – kolejnego dzieła Quentina Tarantino. Już samo nazwisko powinno być magnesem dla wielbicieli ,,Bękartów wojny'' czy kultowego już ,,Pulp Fiction''. Jest to nieprzeciętne dzieło - w końcu pięć nominacji do Oscarów i dwie wygrane (w tym za najlepszy scenariusz oryginalny) mówią same za siebie.

 

Jest rok 1858, południe Stanów Zjednoczonych, a tym razem tłem wydarzeń są trudne dla historii USA , czasy niewolnictwa. Głównym bohaterem jest tu oczywiście tytułowy Django (Jamie Foxx)– czarnoskóry niewolnik, pogardzany przez swoich właścicieli, którzy zamierzają go sprzedać na najbliższej aukcji. Dzięki swojemu charakterowi i cennej wiedzy na temat braci Brittle, przyciąga uwagę dr Kinga Schultza – niemieckiego łowcy nagród (w tej roli jak zwykle oryginalny Christopher Waltz). Schultz wykupuje niewolnika i zawiera z nim pewien kontrakt – w zamian za pomoc w chwytaniu przestępców, obiecuje mu pełną wolność.

 

Cały film jest przekrojem ówczesnego społeczeństwa. Dużą mieszanką dobra i zła. Doktor Schulz pomimo swojego brutalnego fachu (nie mającego nic wspólnego ze swoim zawodem dentysty) jest przedstawiony jako postać pozytywna. Nie miesza się w ówczesną politykę rasową, a samego Django traktuje jak równego sobie – odnajdując w nim cechy które sam kiedyś posiadał. Późniejsza pomoc byłemu niewolnikowi już tylko umacnia to stwierdzenie.

 

django-unchained-1a

 

Film momentami, bardzo mocno nawiązuje do dokonań tz. ,,spaghetti westernów''- zawiera dużo brutalności, nihilizmu moralnego i wszechobecny czarny humor. Jest to pewnego rodzaju hołd Quentina, oddany włosko-amerykańskim westernom lat sześćdziesiątych. Tarantino zręcznie balansuje między tematami bardzo delikatnymi a jednocześnie ciągle prowokuje. Przykład? Wątek ,,Ku klux klanu''. Mimo iż sama organizacja była mocno kontrowersyjna jej motyw w tym filmie jest przykładem na użycie niebanalnego humoru w odniesieniu do ogólnej tematyki tego dzieła. Brutalność przeplata się z niebanalnym humorem tworząc oryginalność tego filmu. Na uwagę tego dzieła zasługuje przede wszystkim mocna strona całej obsady. Po za wcześniej wspomnianym aktorami na uwagę zasługuje również nietuzinkowa gra samego Leonardo DiCaprio. Idealnie wczuł się w rolę, oddając wszystkie emocje bądź co bądź, dosyć trudnej postaci jaką jest brutalny Calvin Candie. Nie wspominając już o charakteryzacji Samuela L. Jacksona która była istnym majstersztykiem.

 

django-unchained-1b

 

Na osobną ocenę zasługuje też muzyka. Jak w każdym filmie nacisk stawiany jest na oddziaływanie emocjami także poprzez muzykę. James Russo, Luis Bacalov czy kultowy Ennio Morricone – tych panów nie trzeba chyba przedstawiać. Zaangażowanie najsłynniejszych twórców lub też wykorzystanie ich muzyki w tym filmie nie mogło się nie udać.

 

django-unchained-1c

 

Film pomimo swojej długości (ponad 2 i pół godziny) ani na moment nie przestaje wzbudzać swojego zainteresowania. Wiele zabawnych momentów lub dialogów ma szansę już niedługo stać się kultowymi tak samo jak to było w przypadku wcześniej wspomnianego ,,Pulp Fiction''. Finał wynagradza dosłownie wszystkie oczekiwania. Zadowolenie po wyjściu z kina jest gwarantowane o ile posiada się odpowiedni dystans do filmów tego gatunku.
Pora więc dojść do podsumowania. Osobiście jako fanowi starych westernów, miło mi było odkryć całkiem sporą ilość nawiązań do produkcji z tamtych lat. Mała rola reżysera w każdym ze swoich filmów to również stały element który dodaje małego smaczku wszystkim jego produkcją. Po raz kolejny dostaliśmy ciekawy przykład tego jak dobrze można bawić się filmem. Miejmy nadzieję że nie po raz ostatni.

Power Metal Warrior

Niewolnik, który stał się pomocnikiem łowcy głów, pomocnik, który stał się łowcą głów, łowca głów, który stał się wolnym człowiekiem. Tak w najkrótszym opisać fabułę nowego dzieła reżysera, który zawsze tworzył stylowe i dość nowatorskie filmy, czyli Quentino Tarantino. O tym, że Tarantino ma scenariusz do „Django" było wiadomo już kilka lat temu, lecz film był ciągle odkładany, aż w końcu wszystko ruszyło. Rozpoczęło się zatrudnianie aktorów i tutaj nie byłoby mowy o filmie Tarantino, gdyby nie wystąpił ktoś kto grał we wcześniejszych filmach, tutaj pojawia się Christopher Waltz, który pojawił się przecież w Bękartach Wojny. To było swego rodzaju kolejne odkrycie aktorskie tego reżysera i co ciekawe przywrócenie do łask talent tego aktora. Nie pierwszy raz reżyser pomaga w powrocie na szczyty bo podobnie w sumie było z Johnym Travoltą, który zyskał znów sławę dzięki „Pulp Fiction". Nie był to film Tarantino, gdyby nie było odpowiedniego nieco ironicznego i dość ambitnego poczucia humoru, gdyby nie była charakterystyczna ścieżka dźwiękowa czy też sam występ Tarantino w małym epizodzie w filmie. Jednak mimo tego charakterystycznego stylu, można zauważyć że jest to film nieco inny niż dotychczasowe dzieła tego reżysera. Nie jest to kino akcji jak „Kill Bill", choć nie brakuje tutaj strzelanin, nie jest to kino, gdzie mamy złożoną fabułę jak w „Pulp Fiction", nie ma tutaj też takiego przesuwania danych wątków w czasie, pomijając niektóre szczegóły zostawiając je na koniec, jak to miało miejsce w „Wściekłe psy" i pod względem wykonania bardziej przypomina „Bękarty Wojny". Czy nowy film Tarantino można postawić obok klasyków? Co jest jego mocną stroną?

 

Tutaj zaskoczenia nie ma co jest mocną stroną. Aktorstwo i dialogi, bo sama historia o dziwo jest dość banalna jak na Quentino Tarantino. Mamy łowcę nagród Dr Kinga Shultza, niemieckiego łowcę nagród, który jest na tropie 3 braci, którzy są poszukiwani żywi lub martwi. W tej roli świetnie zagrał Christopher Waltz, który znów błysnął geniuszem aktorskim. Już w „Bękartach Wojny" zaprezentował się niesamowicie, taki zimny drań, lecz bardzo inteligentny. Tutaj znów można dostrzec, że jest to zimny drań, ale jednocześnie dżentelmen, który jednak ma jakieś reguły, który potrafi się złamać, kiedy widzi jak jednego niewolnika rozszarpują psy. Wysłuchuje tez głównego aktora i w końcu pomaga mu osiągnąć zamierzony cel. Niesamowita jest to postać, to dzięki niej ten film jest niezłym widowiskiem, i dialogi nabierają rumieńców, czy też takiego ambitnego wydźwięków i stanowią nie lada atrakcję. Jednak Shult, który nie wie jak wyglądają owi bracia, wpada na trop niewolnika Django, który wie jak oni wyglądają i który może ich rozpoznać. W roli Django wystąpił Jamie Foxx, który też stworzył ciekawą kreację. Gra niewolnika, potem w trakcie filmu musi udawać lokaja Shultza, czy też w końcu sprzedawcę niewolników, gdzie osiągnął szczyt aktorski jak dla mnie. Przede wszystkim mimika, teksty są tutaj głównym atutem. Django pomaga Shultzowi, potem staje się jego pomocnikiem, który szuka swojej żony, która też została sprzedana. Django ma zamiar uratować swoją żonę z rąk bezlitosnego Calvina Candiego. Tutaj popisał się Leonardo Di Caprio, który naprawdę znakomicie zagrał swój czarny charakter. Również jest to postać, która ma zasady, która chce zyskać, która przykuwa uwagę od samego początku. Najlepszy popis aktorski wg mnie Leonardo odstawił scenie przy stole. Nie jest to jedyny czarny charakter w tym filmie. Trudno nie wspomnieć o Samuel Jacksonie, który gra Stephena. Jest to postać bardzo wyrazista, która potrafi przyprawić o dreszcz. Czy uda Django odzyskać się żonę? Czy uda mu się wymierzyć sprawiedliwość?

 

Filmy Tarantino przeważnie są zakręcone i mają złożoną fabułą, ale ten film jest jakby przeciwieństwem tego. Nie ma jakiegoś zaskoczenia, czy też jakiegoś boom w historii. Wchłania się ją łatwo i przyjemnie, ale nie jest ona tak ciekawa jak to było w przypadku „Pulp Fiction" czy innych wielkich produkcji tego reżysera. Brakuje tych charakterystycznych przesunięć scen, motywów, gdzie najpierw jest przedstawiona jedna postać, a potem inne, gdzie są wtrącenia w historii. Tego brakuje i tutaj można dać minus. Pod tym względem ciężko poznać, że to film Tarantino. Poza tym Quentin zmierzył się właściwie po raz pierwszy z westernem z elementami dramatu. I pod tym względem jest to dzieło, które wyróżnia się. Westerny praktycznie wyginęły i ciężko o coś na poziomie. Django trzyma wysoki poziom, jest ciekawa historia, jest miła dla oka scenografia i aktorstwo na najwyższym poziomie, a kiedy ma się aktorów z górnej półki i kiedy jest się jednym z najlepszych reżyserów w Hollywood, to ciężko nie stworzyć zajebistego filmu. „Django" to film inny niż poprzednie dzieła, lecz są pewne charakterystyczne chwyty dla Tarantino i choć film trwa prawie 3 godziny, to nie nudzi. Film wciąga i dostarcza sporo rozrywki na wysokim poziomie, które gwarantują strzelaniny, no i ambitne dialogi. Oglądać Leonardo Di Caprio czy Samuel Jacksona w czarnych charakterach czy Christophera Waltza, to już jest czysta przyjemność. Film otrzymał nominacje do Oscarów i Złotych Globów, co jest kolejnym dowodem, że nie jest to filmidło dla dzieciarni, która szuka akcji, strzelanin, a dla starych widzów, którzy szukają czegoś więcej. Gorąco polecam.

 
Oceń ten artykuł
(7 głosów)

 

Podziel się!

Komentarze:

Kod antyspamowy
Odśwież


Okładka wydania:

Django

Dodatkowe informacje:

Współpracujemy z: